malarze Polish art
                  
-- szukaj w serwisie

--reklama--

--reklama--
 


- sklep
-- zobacz produkty związane z Nikifor


- zagłosuj na Nikifor
-- ulubiony artysta
-- ulubiona epoka

artysta: 17451 głosów
epoka: 5709386 głosów

-- wyświetlono 136290 razy


Nikifor
en: Nikifor
[21.05.1895 Krynica? - 31.01.1968 Folusz]
Nikifor był z pochodzenia Łemkiem, prawosławnym, nieślubnym synem głuchoniemej chłopki, niemal żebraczki, którą po jego narodzinach rodzina wyrzuciła z domu i Polaka – oficjalnie podkuchennego z Bochni. Legenda mówi jednak, że ten został opłacony za przyznanie się do ojcostwa, zaś prawdziwym ojcem dziecka miałby być któryś z braci Gierymskich. Był analfabetą, potrafił pisać jedynie litery drukowane, a i w ten sposób tylko kilka słów, za sprawą języka przyrośniętego do podniebienia, mówił ledwo zrozumiałym bełkotem, zazwyczaj mówił o sobie w rodzaju żeńskim lub nijakim, słyszał i rozumiał także niewiele, jako człowiek był bardzo zamkniętym w sobie. Z odnalezionego niedawno, bo w 1996 roku, aktu jego urodzin wynikał, iż nazywał się naprawdę Epifan Drowniak, używał jednak tylko tego przybranego imienia, właściwie brzmiącego Netyfor.

W rodzinnej Krynicy był uważany za przybłędę, wioskowego idiotę, darmozjada. On sam żył, niezbyt się tym przejmując, w swoim zamkniętym świecie, codziennie przysiadał na kamiennym murku na deptaku przy Nowych Łazienkach Zdrojowych, z pudełkiem akwarel oraz butelką wody. Z czasem jej zawartość zamieniała się pod wpływem moczonego w niej pędzla w akolorystyczną ciecz. Otaczało go zrazu zbiegowisko bezlitosnych dzieci, które szykanowały tego odmiennego od nich człowieka oraz gapiów ciekawych „wybryku natury”.
Z racji swego pochodzenia, jako Łemek, został wysiedlony w trakcie akcji Wisła i dopiero po jakimś czasie powrócił, na wskroś legalnie, do Krynicy.
Tego samouka jako pierwszy odkrył Jerzy Wolff, gdy w marcu 1938 opublikował o nim artykuł na łamach „Arkad”. Nie podchwycono jednak tego odkrycia i aż do powojnia Nikifor żył nadal swym zwyczajnym życiem, z tą jedynie odmianą, że teraz krył za pazuchą swój największy skarb, z czasem zabrudzony i wynoszony, numer tegoż czasopisma, który pokazywał wyłącznie zaufanym.
Jego warunki bytowe były nad wyraz ciężkie. Na nowo odkryli go w 1947 Ella i Andrzej Banachowie, którzy aż do śmierci artysty pozostali wiernymi promotorami i propagatorami jego twórczości. Nikifor nigdy dotąd nie miał własnego domu, mienia(z wyjątkiem kilku sztuk odzieży i na wskroś góralskiego kufra), rodziny, bliskich. Malował dla siebie, mając talent dosłownie „z Bożej łaski”. Trudno powiedzieć kiedy zaczął tworzyć, co było do tego impulsem, co do jednego nie ma wątpliwości – był w pełni samoukiem, nigdy się nie uczył rysować, wszystkie „zdobycze” swej sztuki wypracował samodzielnie. Podobno próbował przed malarstwem swych sił jako fryzjer, jednak bez powodzenia.
Nikifor podpisywał swe pracę „Matejko z Krynicy”, bynajmniej nie dlatego, że chciał się pod mistrza podszywać, ale w jego niezbyt rozbudowanym światopoglądzie słowo, określenie Matejko urosło do synonimu malarstwa. Z czasem sporządził nawet pieczątkę, którą poniekąd sygnował swe prace, a na której widniało „Nikifor, abo Matejko z Krynicy”.
Wbrew wszystkim swym ułomnością był Nikifor bacznym obserwatorem rzeczywistości, co odzwierciedlają jego prace. Tworzył je zawsze zaczynając od szkicu ołówkiem, który wypełniał następnie dziecinnymi farbkami – akwarelkami często łącząc je z gwaszem. Czynił to w sposób wyłącznie sobie charakterystyczny, sięgając do zupełnie niepowtarzalnej palety i tonacji barw. Zazwyczaj malował na tekturkach, starych okładkach, nawet na zapisanych kartkach ze starych zeszytów do niemieckiego, które ofiarowała mu kiedyś znajoma nauczycielka (te prace są najwcześniej datowanymi i niezwykle rzadkimi).
Sposób malowania Nikifora, leżący gdzieś pomiędzy rysunkami dzieci, a ludowym malarstwem na szkle, pozwala go zaklasyfikować do kręgu banalistów. Sam był przekonany, że maluje dokładnie tak jak widzi, cóż być może jest w tym coś metaforycznego i to właśnie większość ludzi patrzy na świat w sposób niewłaściwy. Był więc banalistą prawdziwym, bowiem większość artystów tej kategorii używała takiego, a nie innego języka opisu w celu zerwania z tradycjami malarskimi, zazwyczaj manifestacyjnie. Krynicki samouk czynił to nieumyślnie, nie widząc dla swej sztuki innej drogi, jest to tym bardziej przekonujące, iż jako analfabeta, który wcześniej nie opuścił najprawdopodobniej nigdy rodzinnej okolicy, nie mógł manifestu banalistów znać, a tym bardziej wzorować się na ich pracach, zwyczajnie bowiem ich nie widział.
Dzięki małżeństwu Banachów dzieła Nikifora doczekały się wystaw w Izraelu, Francji, Niemczech, Belgii, Holandii i Bułgarii, o ironio, jako że działo się to zaraz po wojnie w wielu wypadkach monograficzne wystawy Nikifora były pierwszymi tego typu urządzonymi polskiemu artyście.
Przez ostatnie osiem lat życia, od 1960 roku, Nikifor cierpiał na gruźlicę. Stracił przez to dach nad głową, bowiem rodzina użyczająca mu dotychczas kąta w swym domu wyrzuciła go na bruk. Trafił wtedy do pracowni Mariana Włosińskiego, malarza, absolwenta ASP, który zatrudniony był jako dekorator w krynickim uzdrowisku. Do dziś wspomina on, jak 15 kwietnia 1960 Nikifor stanął w drzwiach jego pracowni w Starym Domu Zdrojowymi i powiedział „Jestem. Tu będę malowała.”. Włosiński zaakceptował Nikifora z całym dobrodziejstwem inwentarza, z czasem został jego prawnym opiekunem, płacąc za to rozpadem rodziny, ludzkim niezrozumieniem i zaprzestaniem własnej twórczości.
Zrodziła się między nimi głęboka przyjaźń, zrozumienie, co wobec różnicy artystycznych doświadczeń obu zasługuje na szczególny szacunek. Pod opieką kolegi-malarza poprawił się status materialny Nikifora, miał już własny pokój, telefon, a nawet z czasem otrzymał nazwisko – Krynicki, wcześniej figurował w gminnych dokumentach jako Jan Nikifor.
Swe prace sprzedawał za stosunkowo niewielkie pieniądze na krynickich deptakach, tworząc ich bardzo wiele. Samouk z Krynicy stał się znany na całym świecie, za jego życia powstała już spora bibliografia jego osoby. Mógł utrzymywać się z malarstwa i wyłącznie z niego. W pewnym momencie popyt na jego prace przerósł jego możliwości i wyprzedał wszystkie dawne jak i nowe prace, malując już jedynie na wyraźnie zamówienie i naleganie. Z czasem opiekun pozyskał dlań własną małą pracownię, samochód(luksusową podówczas używaną Warszawę) i osobistego kierowcę. Na trzech książeczkach oszczędnościowych zgromadził niewyobrażalną podówczas sumę ponad 380.000 złotych, których nigdy w pełni nie wykorzystał. Jakkolwiek wykonawszy kilkanaście tysięcy prac, a będąc odkrytym stosunkowo późno, bo jako osoba kilkudziesięcioletnia, zasłużoną sławą nie cieszył się zbyt długo. Pod koniec życia widać już w pracach krynickiego banalisty zmęczenie stylu, większą statyczność, zanik niepowtarzalnej palety kolorystycznej.
Andrzej Banach wylicza w twórczości Nikifora kilka podstawowych kierunków, z jednej strony są to tradycyjne portrety, krajobrazy, widoki miast, także bardzo częste wizerunki świętych, z drugiej zupełnie fantastyczne tzw. „powroty do domu” przedstawiające Nikifora z walizką z farbami wracającego do domu. Charakter otoczenia na nich jest zupełnie imaginacyjny, bowiem np. na kilku trasą podróży do domu jest tunel kolejowy w zboczu góry, przed którym salutując otwiera artyście szlaban żołnierz. Silnym akcentem są też wizerunki dworców kolejowych, które zdaje się bardzo Nikifora fascynowały, ponoć był on gorliwym kolejowym podróżnikiem. W wypadku widoków miast często okraszał je właśnie widokiem dworca, torów, często dymiącej lokomotywy, ewentualnie samolotu. Substancja architektoniczną operował dość dowolnie, tj. przekształcając ja w kierunku nadania obrazkowi najlepszej, w swym mniemaniu, kompozycji. Równie często tworzył przedstawienia architektury czysto imaginacyjnej. Jeszcze odrębnym kierunkiem są sceny zbiorowe, takie jak „Wigilia malarzy w niebie” i „Profesorowie”, które powstawały poprzez kompilacje znanych miejsc oraz rzeczy które szczególnie zadziałały na wyobraźnie malarza.
Nikifor zazwyczaj nanosił na dół obrazka ciąg drukowanych znaków stanowiących jego podpis, tytuł, często także mieszczących cenę, jednak za sprawą analfabetyzmu autora w większości były one zrozumiałe tylko dla niego.

Zmarł w Szpitalu w Foluszu 31.I.1968. Po jego śmierci, z racji braku spadkobierców, majątek artysty przejęło państwo.
Ostatnim obrazkiem, jaki namalował na łożu śmierci był „Najświętszy Nikifor”.

Sława krynickiego banalisty jest żywa i dziś. Te prace, które on niegdyś sprzedawał za marne grosze, teraz warte są nieporównywalnie więcej, do tego stopnia, iż na rynku, aż roi się od ich fałszerstw, naśladujących tę rzadką kolorystykę, często istotnie trudnych do rozpoznania.
Od obchodów setnej rocznicy urodzin w Krynicy mieści się muzeum Nikifora, zlokalizowane w specjalnie do tego celu przeniesionej w okolice centrum uzdrowiska zabytkowej willi, gdzie można zobaczyć sporą stałą ekspozycje prac, wiele zdjęć, jak i liczne pamiątki po artyście, jak rzeczoną pieczęć i szyld informując kim jest, który stał obok straganu z jego obrazkami. Największą kolekcję prac Nikifora posiada Muzeum Narodowe w Nowym Sączu, są one eksponowane właśnie w krynickim muzeum.

Zimą roku 2004 Krzysztof Krauze przystąpił do realizacji filmu o Nikiforze, którego gra, jak twierdzą niektórzy – brawurowo, Krystyna Feldman, dla której jest to pierwsza rola pierwszoplanowa w karierze.
-- Nikifor, szukaj plakatów z obrazami artysty



 
 -- Nikifor, prace na malarze.com

-- "Biskup w kruchcie"-- "Łazienki mineralne"-- "Nikifor przed ratuszem"
 
-- "Pałac z orłem na wieży"-- "Pejzaż miejski"-- "Pejzaż ze stacją kolejową"
 
 
 
 
 [ copyright © 1999-2016 malarze.com-+-marchand.pl ] --- [ design © pkl webdesign ] --- [o nas]
inne adresy: Polish Art.pl ¤ Polish-Art.pl ¤ tworcy.com ¤ rzezbiarze.com ¤ rytownicy.com ¤ reprodukcja.com
¤ najtańsze ubezpieczenia Kraków ¤ Daniel Schultz ¤ Jeremi Jarema Wiśniowiecki ¤ ambitnie.com